Work-life balance – to jest możliwe !

Work-life balance – to jest możliwe !

with Brak komentarzy

Moje życie. Ponad 12 lat temu.

Mieszkam pod Wrocławiem. Wstaję o 5:30 żeby o 7:00 zacząć pracę. Mąż odwozi dwóch naszych Szkrabów do przedszkola. W pracy ZAWSZE jest do zrobienia więcej niż jestem w stanie. Oględziny nieruchomości, zbieranie danych, obróbka zdjęć, analiza sprawozdań finansowych, napisanie operatu szacunkowego, spotkanie z klientem, rozprawa w sądzie albo w SKO … A w kolejce następne zlecenie. I następne. Pracę kończę o 15:00. Co do zasady. Bo różnie bywa. M i M z przedszkola odbierani są przez opiekunkę. Ja przychodzę po nich o 17:00. Często jeżdżę po całej Polsce. Wyceniam stacje benzynowe. Zaczynam w nocy albo nad ranem, kończę późnym wieczorem albo w nocy. Wtedy mąż opiekuje się dziećmi. A jak jest moja kolej to oczywiście po drodze robię zakupy. W domu obiad. A właściwie kolację. Chwilę układamy klocki. Potem jest czas na kąpiel i poczytanie książeczki. Zasypiam razem z dziećmi. Standard, co nie J

Moja uwaga w tamtym czasie w większości jest przy życiu zawodowym (obowiązkach, pieniądzach, karierze). Czas – ilościowo – mniej więcej dzielę po równo (w weekendy nie pracuję). O zarządzaniu energią wówczas nie słyszałam. Więc chodzę ciągle zmęczona. W napięciu i stresie. Często złoszczę się na bliskich.

PROGRESSteron – festiwal rozwoju osobistego dla kobiet. Biorę udział w warsztacie. Czuję, że chcę od życia trochę więcej. Zawsze chciałam studiować psychologię. Pomagać ludziom terapeutycznie. To chyba dobry moment, żeby przestać odkładać na później. Przestałam. I wywróciłam swoje życie do góry nogami. Studiowałam psychologię zorientowaną na proces. Terapię zamieniłam na coaching. Okres przejściowy – pracuję w dotychczasowym zawodzie ale w wolniejszym tempie. Jednocześnie zbieram doświadczenie na nowym polu. Często wyjeżdżam na zajęcia, warsztaty, szkolenia.

Moja uwaga nadal głównie jest przy życiu zawodowym. Uczę się jednak być tu i teraz. Więc jak spędzam czas z rodziną to jestem obecna. Ciałem i myślami. Całą sobą. O zarządzaniu energią już co nieco usłyszałam. Dbam o siebie. O swoje dobre samopoczucie. Rozumiem, że odpoczynek jest tak samo ważny jak praca.

Teraz pracuję w nowym zawodzie. Pomagam ludziom podejmować właściwe życiowe decyzje. Buduję swój biznes. I to jest długi dystans. Na który muszę równomiernie rozkładać siły. Obecnie pracuję głównie w domu. Ma to swoje plusy i minusy :) Nie muszę np. dojeżdżać do pracy co oszczędza mi czas. Nauczyłam się już dyscypliny, że jak jest czas pracy to pracuję. Jak jest czas po pracy to nie pracuję. Wiem, że bardzo potrzebuję świadomie zarządzać swoim work-life balance. Dlatego pilnuję, żeby moja uwaga, energia i czas były w trzech, najważniejszych dla mnie, obszarach mojego życia czyli: PRACA, DOM i JA.

Oczywiście – różnie to bywa. Czasami mój work-life balance bywa zaburzony. Ale bardzo szybko to zauważam. Nie brnę dalej ku chronicznemu zmęczeniu, popsutym relacjom z mężem czy przegapieniu ważnych momentów z życia moich nastolatków. Reflektuję się. Zatrzymuję. I wracam do ustalonego porządku. To co dla mnie jest najważniejsze to, że mam w sobie wewnętrzny spokój i poczucie, że jestem we właściwym miejscu. Akceptuję swoją rzeczywistość. Jestem wdzięczna za to co mam. Za życie jakie jest moim udziałem.

Bo właśnie tym jest dla mnie work-life balance: stanem emocjonalnym. Rodzajem nastroju. Uczuciem. Jest spokojem, który mam w sobie. Uczuciem pełni związanym z tym, że mam wszystko czego potrzebuję. Że owszem jest tysiąc rzeczy, które fajnie byłoby mieć/doświadczyć ale moje życie jest dokładnie takie jak ma być pomimo braku tych rzeczy. Moje życie mnie cieszy. A w jaki sposób go osiągam ? Daję uwagę, czas i energię ważnym obszarom mojego życia. Zarówno zawodowego jak i prywatnego.

Na co dzień work-life balance przejawia się w tym, że:

– nie robię wszystkiego, wybieram to co dla mnie jest w danym momencie (dniu, tygodniu, miesiącu, roku, etapie mojego życia) najważniejsze. Potrafię ODPUSZCZAĆ i jest mi z tym dobrze.

– stawiam granice. Mówię NIE albo STOP i jest mi z tym dobrze. Bez wstydu, poczucia winy, krytyki samej siebie.

– potrafię zarządzać swoim krytykiem wewnętrznym – bronić się przed nim, rozmawiać, słyszeć to co mówi i jest istotne. Wyciągać wnioski a nie wpadać w czarną rozpacz, wycofywać się ze strachu.

– akceptuję to kim jestem, jaka jestem i w jakim miejscu zawodowo i prywatnie jestem. Widzę to i wiem dokąd zmierzam. I zdaję sobie sprawę, że nie nastąpi to OD RAZU, że muszę przejść drogę. I mam na to zgodę. I robię swoje.

– nie popadam ze skrajności w skrajność. Nie rzucam się, nie miotam, nie porównuję do innych. ROBIĘ SWOJE krok za krokiem. Codziennie po trochu.

– wiem czego potrzebuję. Jestem w kontakcie ze sobą. Wiem na co mam wpływ a na co nie mam wpływu. Tym samym wiem co mogę zmienić a co powinnam zostawić (czyli nie inwestować swojego czasu, uwagi i energii).

– jestem odpowiedzialna za swoje życie.

Uważam, że dla każdej z nas osiągnięcie work-life balance będzie wiązało się z czymś innym. Związane to będzie z etapem naszego życia, sytuacją rodzinną, naszym temperamentem, typem osobowości i pewnie od kilku jeszcze rzeczy. Dla jednej z nas work-life balance zostanie osiągnięty jak po intensywnej pracy przebiegnie 20 km. Dla drugiej jak spędzi aktywnie czas z dzieckiem np. piekąc ciasto, idąc do muzeum albo na ściankę wspinaczkową a dla innej jak codziennie wygospodaruje 20 min dla siebie i spędzi je sama w całkowitej ciszy.

Żeby wprowadzić swój własny work-life balance z całą pewnością trzeba wiedzieć czego się potrzebuje, potrafić to nazwać, ustalić zasady postępowania, wyznaczyć granice i ich pilnować. To zazwyczaj jest na tyle niekomfortowe, że rezygnujemy ze swojego work-life balance. I tym samym rezygnujemy z siebie. Dlatego wprowadzenie work-life balance w swoje życie może nie być łatwe. Ale z całą pewnością jest możliwe. Może (ale nie musi) wiązać się z dużymi zmianami jak np. zmianą pracy, obniżeniem jakości życia pod względem finansowym, zmianą miejsca zamieszkania, zmianą zawodu. Głównie jednak wiąże się z małymi, ale jakże ważnymi, zmianami jak np. bycie cała sobą TU i TERAZ kiedy rozmawiam z mężem, przyjaciółką, dzieckiem. Ciałem, uwagą i energią. Albo pozwoleniem sobie na 15 minutowy spacer. Albo 1 minutową medytację.

Wierzę, że mała zmiana prowadzi do wielkich przeobrażeń. Zresztą nie tylko wierzę – wiem, że to się sprawdza. Tak jak sprawdziło się w moim życiu. Chcesz spróbować ? Jeżeli jesteś na TAK – napisz o jakiej, najmniejszej zmianie myślisz. I oczywiście wprowadź ją w życie.

Leave a Reply